top of page

Agnieszka Grzelak

Agnieszka od wielu lat jest związana z firmą ZARYS oraz działa jako wolontariuszka Fundacji ZARYS. 

W 2019 roku sama stanęła przed trudnym doświadczeniem choroby nowotworowej piersi.

Dziś mówi otwarcie o swoim leczeniu, emocjach, sile i o tym, jak choroba potrafi zmienić perspektywę

– nauczyć wdzięczności i uważności na życie.

W szczerej rozmowie opowiada o swojej drodze – od momentu diagnozy, przez leczenie, aż po powrót do codzienności.

„Czerwiec 2019 2 tygodnie przed terminowym USG piersi podczas samobadania wyczułam małego guzka, biegiem na drugi dzień USG i już pierwszy szok: lekarz powiedział wprost, że dla niego rak. Diagnostyka poszła dość szybko i pamiętna data czwartek 1 sierpień 2019 – wynik histopat RAK, pomimo, iż Mama miała Raka, czyli teoretycznie powinnam być twarda a jednak ten papierek spowodował szok, niedowierzanie

i pierwszy odruch płacz. Pamiętam słowa Mamusi – Córcia wiem co czujesz nie jestem w stanie nic Tobie powiedzieć, żeby choć trochę Ciebie pocieszyć musisz się wypłakać, wykrzyczeć i znaleźć siłę do Walki – tak było, w drodze do domu płacz, krzyk ale już wieczorem ogarnięcie się, pierwsza operacja szybciutko 7 sierpnia byłam już po pierwszej operacji ( oszczędzająca ). Doktor był tak kochany, że pozwolił mi na koniec sierpnia lecieć na wakacje i prosto z nich dalsze leczenie – chemia. Pełne leczenie skończyłam w grudniu 2020. Przez leczenie przeszłam jak burza, oczywiście chwile zwątpienia były i raczej będą – tego się nie zapomina, strach będzie przed każdą wizytą kontrolną, normalka ale nie dopuszczam do siebie myśli, że dziad wróci. Paradoksalnie jednak ten dziad dał mi dużo: dużo do myślenia, każda z nas która przeszła raka piersi inaczej już patrzy na życie, doceniamy rzeczy, których nie dostrzegałyśmy, życie smakuje zupełnie inaczej, no i nowe cycki, moje motto

– TERAZ JA.  

Idąc do onkologa widzimy coraz częściej coraz młodsze kobiety, dziewczyny – badajcie się regularnie to tylko chwila a może uratować życie, mi na pewno uratowało.” 

Wiele kobiet trafia na badania przypadkowo, inne dlatego, że coś je zaniepokoiło lub miały obciążenia rodzinne. Czy w Twoim przypadku coś wcześniej sugerowało, że możesz mieć raka, czy diagnoza spadła nagle? Co sprawiło, że postanowiłaś się przebadać?

 

Badania zarówno USG oraz samobadanie wykonywałam regularnie z racji samej budowy piersi, dodatkowo półtora roku wcześniej na raka piersi zachorowała moja Mamusia stąd stałam się bardzo wyczulona, dlatego też to ja sama wyczułam sobie podczas samobadania guza 7 mm.

Zdajemy sobie sprawę, że takie słowa mogą przewrócić życie do góry nogami.

Jak wyglądał moment, w którym usłyszałaś diagnozę? Jaka była Twoja pierwsza reakcja?

Myślałam, że jestem silna, bo wiem co to rak piesi, ale niestety jak się okazało wcale takim twardzielem nie jestem. W momencie odebrania wyniku z informacją „Rak”, rozsypałam się – nie byłam przygotowana – nikt nie jest przygotowany na taką diagnozę. Pierwsza reakcja – płacz, załamanie, rozpacz.  Pamiętne słowa Mamy, która powiedziała mi prawdziwe słowa „Nie jestem

w stanie Tobie nic powiedzieć – to Ty musisz ułożyć sobie wszystko w głowie i znaleźć siłę” okazały się prawdą - rozpacz trwała tylko jeden dzień, w kolejnym już poukładałam sobie

w głowie i potraktowałam Raka zadaniowo.

Czy w trakcie leczenia znalazłaś coś, co pozwalało Ci odetchnąć i złapać dystans?

Co najbardziej pomagało Ci psychicznie w walce z chorobą? 

Rak jest chorobą – to nie jest walka tylko proces leczenia. Podczas choroby zrozumiałam, że trzeba przewartościować życie i skupić się bardziej na swoich potrzebach, zaczęłam doceniać życie tu i teraz.

 

Twoje doświadczenie może być drogowskazem dla innych. Co powiedziałabyś kobiecie, która właśnie usłyszała diagnozę i stoi przed swoją własną drogą leczenia?

Po pierwsze wypłacz się po drugie słuchaj lekarzy i swojego organizmu – Rak to nie wyrok czym szybsze leczenie tym lepsze rokowania.

 

Jak wyglądało Twoje „wracanie do siebie” po zakończeniu leczenia – do pracy, znajomych, zwykłych obowiązków?

Moje „wracanie do siebie” trwa nadal, leczenie trwa nadal, owszem chemioterapia

i immunoterapia się zakończyły, przeszłam 3 operacje, ale przede mną jeszcze 4 lata przyjmowania leków codziennie (w sumie 10 lat).  W moim przypadku pracowałam cały czas, włosy odrosły i to jeszcze kręcone, parę kilogramów przybyło. Każdy chory przechodzi inaczej leczenie, ale zawsze trzeba patrzeć do przodu i dbać o swój czubek nosa.

Czy zmieniłaś swoje nawyki – np. dietę, aktywność fizyczną – w związku

z doświadczeniem choroby?

Żyję, jak żyłam, nie jestem przekonana, iż dieta ma wpływ na rozwój raka – nigdy nie byłam fanką słodyczy, odżywiałam się zdrowo – tu się nic nie zmieniło.

 

Po zakończeniu leczenia niezwykle ważne są regularne kontrole i dbanie o zdrowie.

Jak wygląda u Ciebie profilaktyka i monitorowanie stanu zdrowia teraz?

Regularne kontrole są kluczowe, przez pierwsze 4 lata wizyty kontrolne miałam co 3 miesiące od

2 lat co pół roku, badania kontrolne co pół roku – jest to bardzo stresujące, ale ważne, żeby kontrolować się czy nie ma wznowy.

 

Rak piersi wciąż owiany jest wieloma mitami i niedopowiedzeniami. Jakie tabu wokół tej choroby chciałabyś przełamać raz na zawsze?

Rak to nie wyrok, czym szybsze wykrycie tym mniej inwazyjna operacja. Kobiety niejednokrotnie obawiają się mastektomii – też się bałam, ale jeśli typ nowotworu i stan zawansowania pozwala to lekarze stosują techniki oszczędzające czy rekonstrukcje – można się bać, ale ważne, żeby Żyć.

 

Wiele osób, które nie miały styczności z rakiem piersi, nie zdaje sobie sprawy z pewnych trudności czy doświadczeń towarzyszących chorobie. Czy jest coś, o czym osoby niezwiązane z chorobą nawet by nie pomyślały, a co okazało się dla Ciebie ważnym lub zaskakującym aspektem tej drogi?

Samoakceptacja swojego wyglądu i siebie wydaje mi się jest największym „wyzwaniem”

– podczas leczenia tracimy włosy, czasami przybywa kilogramów, stajemy się bardzo nerwowi (leki – sterydy), wcześniejsza menopauza są to wg mnie najważniejsze rzeczy, na które nie jesteśmy gotowi.

 

Bliscy często chcą pomagać, ale nie zawsze wiedzą, jak to zrobić najlepiej – boją się powiedzieć coś nieodpowiedniego albo czują bezradność. Z Twojej perspektywy,

co najbardziej wspiera osobę chorującą na raka?

Po prostu być, nie ma słów, które są w stanie ukoić złość chorego, który nie raz czy nie dwa zadaje sobie pytanie „dlaczego ja”. W moim przypadku stwierdzenia czy pytanie: jak się czujesz, czy będzie dobrze doprowadzały mnie do furii – nikt oprócz chorego nie rozumie jego stanu. Ale bycie obok rodziny czy przyjaciół jest nieocenione i bardzo pomocne zwłaszcza w okresie przyjmowania chemioterapii, kiedy naprawdę samopoczucie bywa różne. Także rodzino, przyjaciele – bądźcie zawsze obok, a gdy widzicie, że chory sobie nie radzi namawiajcie na wizytę u psychologa czy psychiatry – w procesie leczenia w mojej ocenie kluczowy jest stan psychiczny pacjenta.​

468008138_1648491425730222_5762340851561419687_n.jpg
467977035_1648491852396846_2332164176100340312_n (1).jpg
468211025_1648491675730197_5885737324172314983_n.jpg

Kampanię wspierają 

bottom of page